Sukces czy szczęście? Czyli o tym jak odnieść w życiu sukces, nie tracąc siebie.

Sukces czy szczęście? Czyli o tym jak odnieść w życiu sukces, nie tracąc siebie.

Lipiec 5, 2018 0 By Urszula Bijak

Każdy z nas ma inną wizję sukcesu, ale jedna cecha jest wspólna –  jest to stan w którym osiągamy maksimum swoich możliwości!  

Jak podaje PWN pod hasłem sukces rozumiemy zdobycie sławy, majątku, wysokiej pozycji. To oczywiście definicja, ale w życiu bardzo ważne jest aby umieć osiągnąć równowagę pomiędzy pracą a życiem osobistym, pomiędzy chęcią posiadania a pragnieniem wolności, pomiędzy pragnieniem władzy a chęcią służenia…  

Poświęcając się dla biznesu lub polityki bardzo trudno tę równowagę zachować ale po kolei. 


Każdy człowiek ma dwie możliwości: albo wybierze ciemność  w której jest światło i ono oświeca mu drogę, albo wybierze władzę i moc, które są tylko… iluzją. 

Jeśli postawimy na rodzinę to logiczne jest że nie możemy angażować się w 100% w pracę zawodową, jeśli postawimy na karierę, z całą pewnością ucierpi na tym nasze życie osobiste. Każdy ma inny cel, stawiając na rodzinę nigdy nie stracimy, wiec nie ma o czym dyskutować. Skupmy się więc na tym co możemy zyskać i co możemy stracić, jeśli naszym upragnionym celem będzie sukces w biznesie lub polityce. 


Dokonując wyborów, powinniśmy sobie zadać pytanie: czy umiem sobie wyobrazić osobę jaką stanę się na końcu swojej wędrówki? Dopóki dążymy do zaspokojenia swoich pragnień, jesteśmy jak alpinista w drodze na szczyt. Mamy w sobie dużo siły i samozaparcia, nie zniechęcamy się łatwo drobnymi porażkami. Czasem robimy dwa kroki w tył i jeden do przodu, nabieramy  dystansu i opracowujemy inną strategię.W końcu po wielu trudach nam się udaje – wychodzimy na szczyt! Czujemy adrenalinę i ogromną satysfakcję. Jesteśmy w końcu zdobywcami! następnie wpadamy w stan upojenia i błogiego relaksu!

Jak długo może to trwać? Z tym jest różnie i zależy przede wszystkim od tego jak długa i trudna była wędrówka. Jeśli trwała zbyt krótko to i sukces szybko się znudzi. Jeśli natomiast trwała zbyt długo można poczuć ogromne zniechęcenie i znużenie. 


Idąc na szczyt, musimy zdawać sobie sprawę z tego, iż światem rządzą dwie siły: dobra i zła a największymi siłami zła jest: 

pragnienie władzy i moc pieniądza. 

Czy potrafimy odnieść sukces aby nie ulec tym dwom siłom?

To niestety jest bardzo trudne a wręcz niemożliwe jeśli słowo sukces będziemy rozpatrywać  w kategoriach czysto ludzkich. 

Jak więc może wyglądać nasze życie gdy uda nam się ów sukces osiągnąć? Odpowiedź na to pytanie jest bardzo trudna, ponieważ za każdym sukcesem często kryje się porażka. Coś zyskujemy ale też tracimy. Straty to nic innego jak cena, którą musimy zapłacić. W przyrodzie nie ma próżni, musimy mieć tego świadomość!  

Wiele jest podręczników na rynku, instruujących co trzeba robić aby odnieść sukces w biznesie lub polityce. Jest też mnóstwo uczelni kształcących w tym zakresie. Problem w tym że idąc za radami ekspertów najczęściej gubimy własną drogę. Przestajemy myśleć samodzielnie a zaczynamy myśleć schematycznie. 

Czy można określić się mianem zdobywcy jeśli będziemy palić za sobą mosty? Odcinać liny przeciwnikom? Na pewno nie! W takiej sytuacji gdy spojrzymy się za siebie, zobaczymy tylko zgliszcza… brak przyjaciół, rodziny, znajomych. Wielu od nas odejdzie też z innego powodu a mianowicie z zazdrości, będą cały czas nam wypominać osoby jakimi byliśmy a nie będą umieli zaakceptować tego kim jesteśmy. To też w pewnym sensie cena, ale tym nie należy zbytnio się przejmować gdyż jedynie ujawni się że nie byli naszymi prawdziwymi przyjaciółmi.

Jeśli jeszcze mowa o cenie to z całą pewnością taką ceną jest utrata zdrowia, beztroski, spokoju a w te miejsce wchodzi gonitwa. Coraz bardziej w coś się angażujemy i czym mamy więcej tym bardziej jesteśmy nienasyceni, wpadamy w skrajne stany emocjonalne – od euforii do totalnego załamania. Jeśli jesteśmy ambitni to dążymy do perfekcji! (To największy błąd!) Planujemy, kombinujemy aż w końcu zaczynamy cierpieć na bezsenność, zaczynamy brać środki nasenne, antydepresanty a na rozruch powery i hektolitry kawy żeby normalnie funkcjonować. Dlaczego tak się dzieje? Z jednej prostej przyczyny – nasz organizm nie jest w stanie znieść tak silnego stresu! Człowiek to nie maszyna nastawiona na sukces ale żywa istota, która ma żywe organy i one nie są aż tak bardzo wytrzymałe jak nam się to wydaje!

W pewnym momencie dochodzimy do punktu krytycznego. Można to nazwać wypalenie zawodowe, kryzys wartości itp. coś w nas zaczyna pękać, mamy dużo ale nic nas nie cieszy, coraz bardziej zaczyna doskwierać nam samotność. Nie jakaś zwykła samotność, ale samotność nie do opisania i to nie jest stan przejściowy. Musieliśmy włożyć dużo trudu, aby stać się tym kim jesteśmy i w tym momencie pragniemy aby ktoś docenił nasz trud, naszą pracę a okazuje się, że tak naprawdę mało to kogo obchodzi. Zostajemy sami ze swoim sukcesem i wtedy przychodzi chwila na refleksję…  Pozorne zwycięstwo staje się naszą największą porażką. to jest właśnie ten moment, kiedy czujemy się przegrani! Zaczynamy coraz bardziej odczuwać potrzebę żeby ze szczytu zejść, ale okazuje się że nie jest to łatwa sprawa. Wbrew pozorom pod górę wychodzi się dużo łatwiej niż schodzi. Schodząc w dół, możemy w każdej chwili wpaść w przepaść, jeśli nie zachowamy odpowiedniej ostrożności. Wielu ludzi z powodu pustki popełnia samobójstwo albo przeżywa poważne załamanie nerwowe. Zastanawiamy się jak do tego doszło, przecież wszystko szło świetnie, osiągnęliśmy to co chcieliśmy a nawet więcej! Otóż nie, to nam się tak tylko wydaje. Daliśmy się podejść  wybierając władzę i moc która stała się tylko… iluzją.

Równie dobrze możemy wybrać inną drogę, a mianowicie pójść w ciemność w której światło będzie oświecać drogę! Cechą charakterystyczną tej drogi jest to że na każdym etapie wędrówki będziemy ludźmi wolnymi. Światło to nic innego jak intuicja albo inaczej – głos sumienia i to ono ma nas przeprowadzić przez niebezpieczeństwa i trudności. Tu nie ma miejsca na chore ambicje, rywalizację ani na nieczyste zagrywki. Nie pozwalamy aby rządził nami pieniądz, ale to my mamy nad nim władzę. Żyjemy w pełnej harmonii ze sobą i otaczającym nas światem. Świadomie wybieramy służbę, rezygnując z władzy i dominacji nad innymi. Czy jest to możliwe w świecie, który za największą wartość obrał iluzję, gdzie liczą się bardziej pozory od prawdy? Otóż to jest możliwe! Obserwując naszą scenę polityczną widzimy jaki wpływ na człowieka ma władza. Czy możemy z czystym sumieniem powiedzieć że jakikolwiek polityk coś robi tak naprawdę dla ludzi, nie licząc na własne korzyści i zaszczyty? Oczywiście takich ludzi jest bardzo mało, co nie znaczy, że wcale ich nie ma.

Jose Mujica – były prezydent Urugwaju (1 marzec 2010 – 1 marzec 2015). Przykład człowieka, który miał władzę, ale nie był pod jej władaniem, skromny pod każdym względem, a który powiedział o sobie:

– “Nie jestem adwokatem ubóstwa. Jestem propagandzistą trzeźwego myślenia. Stworzyliśmy sobie potężną górę zbędnych potrzeb i płacimy za nie bezcennymi godzinami naszego życia”…

Jose Mujica Podczas swej prezydentury 90% swojej pensji przeznaczał organizacji zajmującej się pomocą mieszkaniową dla biednych. Nie przeprowadził się do pałacu prezydenckiego, w zamian za to mieszkał na farmie należącej do jego żony. Nie miał limuzyny a jedynym jego majątkiem był volkswagen beetle wart niespełna 2 tys. $. Gdy potrzebował opieki medycznej czekał w poczekalni, na równi z innymi pacjentami. Pod żadnym względem nie chciał korzystać z przysługujących przywilejów.

Przeszłość Jose Mujica nie była usłana różami. Po przewrocie wojskowym w 1973 r. trafił do wiezienia, którego opuścił dopiero w 1980 r. Wiedział czym jest bieda, dlatego jako prezydent rozumiał potrzeby społeczeństwa, a sam niewiele wymagał od życia. 

Zapytany jak rozumie pojecie “szczęście”- odpowiedział:

– ” Szczęście to miłość, rodzina, dzieci, przyjaciele. Biedni są nie ci, którzy mają mało, ale ci, którzy potrzebują wiele”

Czy Jose Mujica osiągnął w życiu sukces? Z całą pewnością objecie urzędu Prezydenta jest sukcesem i to niemałym, ale w jego przypadku droga na szczyt wiodła przez mrok, dlatego nie pobłądził na niej! Doceniał wartość rzeczy, których nie da się przeliczyć na pieniądze.

Oprócz niego są jeszcze inni prezydenci, o których też warto wspomnieć. Jednym z nich urodzony w biednej rodzinie były Prezydent USA Herbert Hoover (4 marca 1929 – 4 marca 1933). Podczas swojej kadencji odmówił przyjmowania pieniędzy od państwa aby nie być posądzonym o korupcję. 

Kolejny przykład to John F. Kennedy, który też znaczną część pieniędzy ze swojej pensji oddawał ubogim. 

Każdy z nas staje przed życiowymi wyborami. Którą drogę należy wybrać? Na to nie ma odpowiedzi, każdy ma jedno życie i tylko od niego zależy jak go przeżyje ale jedno jest pewne – zejście z góry więcej mówi o człowieku niż samo wyjście, bo nawet jeśli źle się wyjdzie to schodząc w dół, jest szansa coś naprawić. Najgorszym scenariuszem jest upadek z dużej wysokości! Ktoś kiedyś powiedział: “Szczęście można odnaleźć nawet w największej ciemności, jeśli tylko pamiętamy aby w odpowiednim momencie włączyć światło”