Spirulina “made in china” a Fukushima!

Kilka dni temu dotarła do nas szokująca wiadomość, że w walsartanie, produkowanym w Chinach, będącym jednym ze składników leków, wykryto nitrozoaminę (NDMA), którą producenci 20 krajów europejskich (bez wcześniejszych testów na toksyczność) dodali do leków na nadciśnienie! Nagle pojawił się wielki problem, gdyż okazało się, że w samej Polsce na półkach aptek zgromadzonych jest ponad 10 mln opakowań zawierających, lub mogących zawierać skażoną substancję. Leki co prawda wycofano, ale cała sprawa pokazała, jak dziurawy mamy system. Czy zatem algi, takie jak spirulina lub chlorella “made in china” a nazywane zielonym złotem z morskich głębin, albo pożywieniem bogów są bezpieczne?

http://expres-24.pl/leki-na-nadcisnienie-zawierajace-walsartan-wycofywane-sa-z-obrotu/


Moda na bycie eko i fit zawładnęła całym światem. Na wielu blogach można znaleźć pochwały suplementów z zielonymi sinicami, ale czy w pogoni za zdrowiem i smukłą sylwetką, nie tracimy czasami poczucia rzeczywistości? Całkiem naturalny jest fakt, że na stronach dystrybutorów alg możemy przeczytać tego typu informacje: “Spirulina to rodzaj niebiesko-zielonej algi, która rośnie na powierzchni jezior lub hodowana jest w morzach, pochodzi grupy sinic, jedna z najwartościowszych roślin, jakie Matka Natura zaoferowała człowiekowi. Ponadto algi są bardzo dobrze przyswajane przez tkanki ludzkiego organizmu, ponieważ skład chemiczny ich plazmy komórkowej jest podobny do składu chemicznego plazmy komórkowej człowieka.”, ” Spirulina to roślina bogata w wysokiej jakości białko, przyswajalne dużo łatwiej przez organizm ludzki niż jakiekolwiek białko pochodzenia zwierzęcego.”  Zgoda, to wszytko być może jest prawdą, być może… ponieważ, nie ma naukowych potwierdzeń tych tez. Niektóre to teorie bez dowodów naukowych, a inni mają badania, ale niestety nie wiadomo czy zostały wykonane prawidłowo. Tak więc, „nie wszystko złoto co się świeci”. A nawet jeśli…, to są inne fakty, które powinny nam pokazać całkiem inny obraz, niż ten gotowy, przekazany nam w reklamach.


 

Nikogo chyba nie dziwi fakt, że potężny rozwój gospodarczy Azji, tj. Chin, Japonii, Korei,Indii, Indonezji czy Wietnamu niesie za sobą potężne zagrożenie dla całej półkuli północnej.  Naukowcy z Chin i USA nie mają złudzeń i mówią wprost, że ma to wpływ nawet na zmiany klimatu. Normy odnośnie do zanieczyszczeń praktycznie tam nie istnieją, kraje te pozbawione są jakiejkolwiek kontroli i zapobiegania zanieczyszczeniom wód, gruntów i atmosfery. Mieszkańcy wielu regionów całymi latami nie oglądają błękitnego nieba. Smog zasnuwający azjatyckie miasta, z którego powodu umiera setki tysięcy ludzi rocznie, a miliony ciężko choruje, stał się już legendą. Zdarzają się sytuacje takie jak np. w Pekinie, że mieszkańcy tej metropolii nie mają szans zobaczyć słonecznego światła, wobec czego nawet władze zdecydowały się wyświetlać przy pomocy  gigantycznego telewizora na Placu Niebiańskiego Spokoju (Tian’anmen) wschód słońca, aby dać namiastkę normalności mieszkańcom. Czy zatem produkowana i dostarczana do nas, z tak mocno zanieczyszczonych terenów alga może być bezpieczna? To byłby chyba cud, biorąc pod uwagę fakt awarii elektrowni atomowej w Fukushimie i to, że problem oczyszczania skażonej wody nie został do tej pory rozwiązany.

Ponadto nie istnieją tam żadne instytucje kontrolujące zanieczyszczenie żywności. Nasze europejskie dylematy o tym, że w jedzeniu jest jakiś glutaminian sodu czy nie, bledną przy tym, co wyprawia się w krajach azjatyckich. Z tego właśnie powodu chińskie czy indyjskie elity sprowadzają żywność dla siebie z zagranicy.

Czy dystrybutorzy spiruliny na Polski rynek naprawdę o tym nie wiedzą? A może wiedzą, tylko o tym nie mówią, gdyż nie mają takiego obowiązku a zysk ze sprzedaży jest dla nich ważniejszy niż rzetelna informacja o swoim produkcie!

Taka mała ciekawostka z 2014 r.- na witrynie jednego ze sklepów internetowych, gdzie można kupić spirulinę BIO, sprzedawca zachwalając swój produkt, na pytanie: – dlaczego zdecydowaliście się akurat na tę, a nie inna spirulinę, skoro można było kupić komponent, w każdym innym miejscu świata, tak oto napisał:

“Pierwszy i bardzo ważny, to taki, że skutki Fukushimy ominęły Chiny. Natomiast zatrucie środowiska poszło w kierunku zachodniego wybrzeża USA. Osławiona dotychczas hawajska spirulina, czy chlorella była naszym zdaniem najgorszym na ten moment wyborem.” 

 

Skoro sprzedawca wiedział, co mogła zawierać spirulina i określił, że hawajska była najgorszym wyborem, to dlaczego nikt nas o tym oficjalnie nie poinformował? Dlaczego nie było żadnych komunikatów? Dlaczego nie było akcji wycofywania z aptek, czy sklepów skażonych partii spiruliny hawajskiej? Przecież tu nie chodzi o skażenie jakąś tam mało istotną substancją, tylko w grę wchodzą izotopy jodu-131, cezu 134, cezu-137, rutenu oraz plutonu! Otóż nie robią tego i nie będą robić -z jednego prostego powodu: ze względu na to, że nie jest lekiem, tylko suplementem diety, to nie podlega pod GIF, ani żaden inny nadzór kontroli i sprawa załatwiona!

Spirulina oprócz tego, że jest cudownym pożywieniem, zawierającym ogromne ilości pełnowartościowego roślinnego białka to jest też glonem, który wyłapuje zanieczyszczenia z organizmu, ale uwaga-robi to samo w trakcie hodowli! Jest jak gąbka i chłonie skażone toksycznymi substancje zwanymi mikrocystynami. Może również pochłaniać metale ciężkie, izotopy radioaktywnego jodu-131, cezu 134, cezu-137, rutenu oraz plutonu, z wody w której jest hodowana. Morza, rzeki i jeziora w Azji są skrajnie zanieczyszczone odpadami poprzemysłowymi, a także wodą wylewaną ze zbiorników po uszkodzonej elektrowni atomowej w Fukushimie, wcześniej używaną do chłodzenia reaktorów! Nie ma najmniejszego znaczenia, czy spirulina, którą kupujemy jest azjatycka, czy hawajska, ponieważ prądy oceaniczne zanoszą skażenie nie tylko do Hawajów, a także do Austalii, aż po wybrzeża Ameryki Północnej, nie wyłączając nawet Alaski! Słynna spirulina hawajska Pacifica” różni się od “made in china” tylko tym, że jest kilka razy droższa. 

Fukushima:

Katastrofa nuklearna w Fukushimie w 2011 r. sprawiła, że cały pacyfik w krótkim czasie zamienił się w jeden wielki śmietnik a zarazem cmentarz, dla wszystkich żywych organizmów. Odarte ze skóry i bez oczu morsy oraz wieloryby, docierały nawet do wybrzeży Kanady. Po wodzie dryfowała potężna góra śmieci, emisje radioaktywne wielokrotnie przekraczały Czarnobyl-  ilościowo i jakościowo. Ilościowo – bo emisja była i nadal jest nieporównanie większa. Jakościowo – bo w Fukushimie radioaktywna zupa to kilkaset radionuklidów, zaś w Czarnobylu znacznie mniej. Ponadto w Fukushimie występuje zanieczyszczenie ciężkimi izotopami plutonu, które jest tu największym problemem. Rdzenie reaktorów w Fukushimie są stopione. Płynna, gorąca radioaktywna masa przetopiła betonowe podłoże reaktorów i reaguje z podłożem oraz wodami gruntowymi. Radiacja koło elektrowni jest tak duża, że ludzie mogą tam przebywać tylko w kombinezonach i tylko czasowo. Natomiast we wnętrzu reaktorów potężne skażenie zabiłoby człowieka po kilku minutach, nawet jeśli wszedłby w skafandrze. Promieniowanie to „uśmierca” także wysyłane tam roboty. TEPCO nie ma technologii zdolnej naprawić reaktory i zatamować dalsze wycieki. 

Skoro media głównego nurtu o tym nie mówią, to większość osób uznała, że problem nie istnieje, a kryzys jądrowy w Japonii został zażegnany. Nic bardziej mylnego… 

Reaktory ze stopionymi rdzeniami trzeba cały czas chłodzić. Wokół elektrowni w Fukushimie znajduje się ogromna ilość zbiorników, ze skrajnie radioaktywną wodą. Jest ich tak dużo, że TEPCO, operator elektrowni, poinformował rząd o zamiarze zrzucenia do oceanu milionów litrów tej wody, na co ten odpowiedział, że nie jest w stanie opanować magazynowania tak ogromnych ilości pojemników ze skażoną wodą. Ogłosili to jesienią ubiegłego roku, ale później sprawa przycichła. Specjaliści z TEPCO twierdzą, że co 4 dni stawiany jest nowy zbiornik, w którym można pomieścić 600 ton wody. 

Na zdjęciu: Zbiorniki na terenie elektrowni, w których przechowywana jest skażona woda.

Czy w takich warunkach wyhodowanie czystej i zdrowej ekologicznie spiruliny, czy chlorelli  w ogóle jest  możliwe? Wydaje się mało prawdopodobne, ale na pewno sprzedaż alg jest bardzo dochodowym biznesem i trudno oczekiwać, że dystrybutorzy powiedzą nam prawdę, skoro nawet producenci leków, które są pod ścisłą kontrolą i nadzorem GIF, zaliczyli w ostatnim czasie taką wpadkę! Oczywiście, każdy decyzję o zakupie i spożywaniu alg podejmuje sam i na własne ryzyko, ale musimy pamiętać o tym, że zdrowie jest bezcenne a ewentualne skażenie “zielonego złota z morskich głębin” choćby jodem-131, może wywołać  trudną do wyleczenia niedoczynność tarczycy. 

Alternatywą i poważnym konkurentem dla alg, może okazać się zyskujący coraz bardziej na popularności młody jęczmień, który podobnie jak one zawiera chlorofil, witaminy, minerały, oraz wiele cennych składników odżywczych i jeśli już koniecznie chcemy być fit, to warto na niego zwrócić uwagę.

expres-24.pl

Treści dotyczące Fukuszimy: https://futurism.com/ice-wall-radioactive-water-fukushima/


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *