Sens i wartość cierpienia.

Sens i wartość cierpienia.

Lipiec 5, 2018 0 By Urszula Bijak

Tajemnica cierpienia jest największą tajemnicą, z jaką nam ludziom przychodzi się zmierzyć. Często zadajemy sobie pytanie: skoro Pan Bóg jest dobry to dlaczego pozwala na to aby człowiek cierpiał? Jest to oczywiście błędne pojęcie Boga, bo to właśnie On w całej swej miłości do człowieka pozwolił na to aby Jego Syn w okrutnej męce umarł za niego na krzyżu. Czy zatem Go nie kochał? Z całą pewnością nie było to spowodowane brakiem miłości, tylko my na miłość podobnie jak na problem cierpienia patrzymy zupełnie innymi kategoriami.

Osobie którą kochamy najchętniej usunęlibyśmy każdy kamień spod nóg, byleby tylko nie cierpiała, a to nie jest prawdziwa miłość! Prawdziwa miłość polega na tym aby osoba bliska wypełniła zadanie do jakiego została powołana, nawet jeśli Bóg prowadzi tą osobę drogą odmienną od tej, jaką my sobie wyobrażamy. To bardzo trudne i często nie potrafimy zrozumieć ani zaakceptować,  chcemy wszystko oceniać i analizować na swój sposób.

Czy współczesny świat który pragnie wyeliminować cierpienie ma jakąś realną perspektywę przed sobą?

Oczywiście że nie! Cierpienie jeśli zostanie dobrze wykorzystane może nas uszlachetnić. Oczywiście to jest bolesne ale czym większy ból tym może zrodzić większą miłość.

Proces przemiany cierpienia w miłość można porównać do perły. Każda perła zanim stała się perłą była mięczakiem do którego dostało się ziarenko piasku, odprysk muszli lub jakieś inne ciało, krótko mówiąc jakiś intruz. Ten obcy zadaje mięczakowi ból i wokół tego miejsca cierpienia wytwarza się stopniowo perła. Wszyscy w pewnym sensie jesteśmy mięczakami ale nie każdy ma szansę na bazie swojego cierpienia stać się perłą, czyli zbudować wyższy poziom swojego człowieczeństwa. Cierpienie może niszczyć, degradować fizycznie i psychicznie, prowadzić do bluźnierstwa, szaleństwa  a nawet do zbrodni, do zadawania cierpienia innym w miarę doznanej krzywdy itd. Zamiana naszego bólu w perłę zależy od naszej wolności i od tego czy schronimy się w ochronną skorupę czy pozwolimy aby cierń wbił się w naszą duszę i dokonał cudu przemiany.

Mięczak, który nie podoła próbie i schroni się w skorupę zaoszczędzi sobie wysiłku aby zmierzyć się z prawdą, dobrem i miłością, ale z czasem zacznie się staczać w puste jałowe życie w którym może nie być bólu, ale też nie będzie sensu.

To właśnie poprzez własne cierpienie potrafimy zrozumieć czyjś ból, czyjąś krzywdę i na swój ludzki rozum spieszymy z pomocą. Czasem nie potrzeba dużo – wystarczy gest, dobre słowo a dla drugiego człowieka to bardzo dużo znaczy.

Problemem w zrozumieniu tego tematu jest letniość naszej wiary. Jeśli Wielkanoc kojarzy nam się z króliczkami znoszącymi jajka , zajączkami i pisankami to znaczy że zredukowaliśmy chrześcijaństwo do jakichś symboli bez znaczenia. Problemem jest to, że nie znamy nauki Kościoła, a gdy ktoś nam ją przekazuje, odrzucamy ją często, sami wybierając to, w co chcemy wierzyć. Na dalszym etapie przytępiamy, wypaczamy nasze sumienia i oddajemy walkowerem pole walki a to walka o naszą duszę i nie powinniśmy pozostawać bierni! Wydarzenia, które oburzały wszystkich nas zaledwie dziesięć, dwadzieścia lat temu, dziś u większości z nas nie powodują nawet zmarszczenia brwi. Wszystko można ubrać w słowo tolerancja. Tylko pytanie : Jeśli usuniemy poprzez eutanazję lub aborcję osoby które stanowią dla nas problem, to czy przez to staniemy się szczęśliwsi, bardziej wolni?

Św. Siostra Faustyna Kowalska apostołka Bożego Miłosierdzia dużo pisała na temat tajemnicy cierpienia. Żeby ją zrozumieć należy zagłębić się w  „Dzienniczek”, który porusza wiele problemów współczesnego świata – problemów bardzo dla nas niewygodnych, ale po głębszej analizie otwiera przed nami nowy, nieznany świat – świat w którym cierpienie ma swoją wielką wartość i wymowę.

W jednym z wersetów Dzienniczka możemy przeczytać takie zdanie: „Aniołowie, gdyby zazdrościć mogli, to by nam dwóch rzeczy zazdrościli: pierwszej – to jest przyjmowania Komunii św., a drugiej – to jest cierpienia” (Dz. 1804 b). \

Człowiek cierpiący jeśli umie przyjąć i ofiarować swoje cierpienie staje się podobnym do Chrystusa i w ten sposób może powiększyć  Chwałę Bożą, a to przecież o to najbardziej chodzi!

Jeśli nie zrozumiemy dobrze sensu to możemy odnieść wrażenie że Bogu tylko zależy na naszym cierpieniu ale to nie jest prawda! To nasza ludzka natura buntuje się przeciw temu co nieznane, pojawia się lęk i w ten sposób okazujemy brak zaufania a to właśnie ufność jest naszym największym wyrazem szacunku dla Boga. Oczywiście w miarę możliwości należy ograniczać cierpienie, jeśli jest to w naszej mocy. Tu nie chodzi o to aby robić z siebie cierpiętnika, ale żeby to co na nas spada przyjmować z godnością. Znamy ze Starego Testamentu historię Hioba, który mimo dotykających go nieszczęść pozostał wierny do końca a Bóg w zamian za to, nagrodził go przywróceniem zdrowia, nowym mieniem oraz potomstwem. Dlatego warto pomimo wszystko zaufać do końca!

Z problemem cierpienia na przestrzeni wieków próbowali zmierzyć się zarówno filozofowie jak i wielcy święci. Ciekawym podejściem do tematu wykazał się św. Maksymilian Kolbe który napisał ciekawy artykuł w trzecim numerze Rycerza Niepokalanej z 1924r:

” Bodaj czy nie przedwczoraj zadał mi N.N. to pytanie:

 Dobrzy zazwyczaj cierpią, a złym nieźle często się powodzi. Gdzie tu sprawiedliwość?

– Pan Bóg jest nieskończenie sprawiedliwy, prawda?

– Tak jest.

– Inaczej nie byłby Bogiem. – Więc Pan Bóg musi za każdy dobry uczynek nagrodzić i każdy zły ukarać. Żaden czyn, żadne słowo, żadna myśl, nie ujdzie Jego sądu. A teraz czy jest na świecie człowiek choćby najgorszy, który by nigdy nic dobrego nie uczynił?

– Takiego nie ma.

– Każdy przecież czasem swój obowiązek dobrze wypełni, albo miłosierdzie okaże bliźniemu, albo coś innego dobrego przecież mu się trafi. Otóż jeżeli ten człowiek tak źle żyje, że po śmierci należy mu się piekło, kiedy mu Pan Bóg za to trochę dobrego zapłaci?… kiedy?…

– Na tamtym świecie.

– Ależ tam tylko piekło go czeka.

– Więc na tym…

– Następnie czy jest jaki człowiek choćby najlepszy, który by nigdy nic złego nie popełnił?

– I takiego nie ma.

– Słusznie, boć i sprawiedliwy “siedemkroć na dzień” upada por. Prz 24,16. Jeżeli więc Pan Bóg chce ukrócić mu czyśćca, albo dać komu od razu niebo, gdzie nastąpi wyrównanie rachunków?

– Acha, to tak…

– Właśnie Pan Bóg okazuje szczególniejszą miłość tym, których już na tym świecie karze, bo w czyśćcu jest tylko kara i długa, i ciężka, a na tym świecie przez dobrowolne przyjmowanie krzyżów jeszcze na większą chwałę w niebie zasługujemy; stąd też przysłowie: “Kogo Bóg miłuje, tego biczuje”.

Nie ma więc co zazdrościć tym ludziom złym, którym dobrze się powodzi; owszem powinni się oni bardzo bać, by to nie była już zapłata za trochę dobrego, które zdziałali.”

Czy warto zamieniać w perły ból i cierpienie to sprawa indywidualna, każdy z nas ma wolną wolę i dopóki żyje, może z nią robić co tylko chce.