Jak nie dać się depresji?

Zakrojone na szeroka skalę badania nad depresją dowodzą, iż zatacza ona coraz szersze kręgi, oraz sięga po coraz to młodsze roczniki (a nierzadko są to już uczniowie pierwszych klas szkół podstawowych!). Do lat sześćdziesiątych depresja była bardzo rzadko spotykanym zjawiskiem, a uskarżały się na nią głównie kobiety w średnim wieku. Gdzie zatem szukać przyczyn takiego stanu rzeczy?


Co to jest depresja, oraz jakie są jej przyczyny oraz objawy?

Depresja jest chorobą psychiczną, a osoba na nią cierpiąca postrzega rzeczywistość w czarnych barwach. Nie istnieje wyraźna granica między chandrą a depresją, jednak wyróżnione zostały kryteria, które pozwalają na jej trafną identyfikację

Najczęstszą przyczyną  depresji są częste nawyki myślenia o przeszłości i przyszłości, analizowanie oraz porównywanie siebie z innymi.

Jej objawy natomiast dzielą się na cztery kategorie: obniżony nastrój,  apatyczne zachowanie,  zaburzenia fizjologiczne oraz katastroficzne myślenie.

Naukowcy prowadzący badania nad depresją ustalili, że epidemia depresji zaczęła się wtedy, gdy pokolenie urodzone tuż po II wojnie światowej wkroczyło w wiek młodzieńczy, a przybrała na sile w latach siedemdziesiątych, kiedy pokolenie to dochowało się swoich dzieci i stan ten nadal się pogłębia. Obecnie jest tak częstym zjawiskiem niemalże jak przeziębienie. Zatem co takiego szczególnego wydarzyło się w życiu i czasach tego pokolenia?

Za przyczynę niezaprzeczalnie uważa się fakt, iż dążenie do osiągnięć zostało zastąpione dążeniem do dobrego samopoczucia i większej wolności (stąd rewolucja seksualna trafiła na tak podatny grunt), a dawne podpory życiowe broniące nas przed depresją – Bóg, naród, wspólnota i rodzina straciły swoją moc. Natomiast rozdęte „ja” i konsumpcyjny stosunek do życia bez celów nadrzędnych wielu osobom sprawia nie lada problem ze znalezieniem sensu życia.


Nastrój a depresja

W dążeniu do dobrego samopoczucia i wysokiego poczucia własnej wartości ludzie zaczęli  eliminować i tłamsić uczucia takie jak: złość, niepokój i smutek. Uczucia te wbrew pozorom nie są nam niepotrzebne, mobilizują nas bowiem do działania w celu zmienienia nas samych, albo naszego otoczenia. Unikanie więc złego samopoczucia jest rzeczą całkowicie naturalną, a za to odpowiedzialny jest system obronny organizmu, który będąc niegotowym na zmiany woli stłamsić niż zmierzyć się z problemem. A szkoda bo określone emocje wysyłają też konkretne sygnały, i tak:

Niepokój ostrzega nas przed zagrażającym niebezpieczeństwem.

Smutek kojarzy się ze stratą i często informuje, że ktoś lub coś było lub jest dla nas cenne.

Złość  ostrzega, że ktoś lub coś wchodzi nam w drogę.

Wszystkie te sygnały wywołują ból, ale właśnie ten ból sprawia że jesteśmy w stanie usunąć zagrożenie.

Trzeba jednak zaznaczyć, że nie zawsze złe samopoczucie jest niezawodnym systemem alarmowym. Wiele sygnałów to alarmy fałszywe, przykładowo-chłopiec który nas niechcący potrąci nie szuka zwady, ale jest zwyczajnie niezgrabny. Natomiast jeśli zły nastrój staje się chroniczny i obezwładniający wywołując zbyt dużo alarmów, to taki stan nazywany jest „chorobą emocjonalną” i staramy się stłamsić go środkami farmakologicznymi albo poprawić psychoterapią, niekiedy używamy obu metod. Nierzadko terapie trwają całymi latami i potrafią odebrać najpiękniejsze lata życia. Natomiast jeśli będziemy pielęgnować zdrowy i wyważony optymizm, to choroba nie znajdzie aż tak silnego podłoża, aby się rozwinąć. 


Optymizm z walce z depresją.

Ze zdrowym optymizmem mamy do czynienia wtedy gdy ktoś nie martwi się na zapas (jak to ma miejsce w przypadku pesymisty), ale umie do każdej sytuacji podchodzić z dystansem i nie przywiązuje zbyt dużej wagi sprawom mało istotnym. Optymiści wyróżniają się  lepszym zdrowiem fizycznym, systemem odpornościowym, oraz mniejszą zachorowalnością na choroby wątroby czy serca. Pesymista powie, że optymista nie potrafi trzeźwo patrzeć na rzeczywistość, ale stwierdzenie że ludzie ogarnięci depresją widzą rzeczywistość taką jaka jest naprawdę  jest niesprawiedliwe. Nikt nie dowiódł, że optymista nie potrafi realnie ocenić rzeczywistości. Nie mówimy tu o nieuzasadnionym optymizmie (bo ten jest bezsensowny i nie zda się na nic). Sformowania: „jestem wyjątkową osobą”, „jestem szczególnie lubiany/a”, „moje życie będzie coraz lepsze”- mogą na chwile poprawić nastrój ale nie pomogą w osiągnięciu żadnych z wytyczonych celów. Optymizm nie jest też unikaniem odpowiedzialności przy jednoczesnym obwinianiu innych za własne niepowodzenia i porażki. Nie zaprzecza również istnieniu smutku czy złości, ani nie unika takich uczuć. Optymista nie zamyka oczu na nędzę, cierpienie, przestępczość, nienawiść, zawiść czy chciwość i tak oto jeśli jadąc bezpiecznie ukryty w luksusowym samochodzie przypadkiem znajdzie się w dzielnicy nędzy nie powie „jakoś to będzie”. Na koniec trzeba zaznaczyć, że optymizm nie jest panaceum na wszystkie bolączki. Na pewno nie zastąpi silnych zasad moralnych, ambicji ani poczucia sprawiedliwości. Jest on tylko narzędziem, ale jakże potężnym, a w połączeniu z silnymi zasadami moralnymi i ambicją umożliwia zarówno osiągnięcie osobistego sukcesu jak i urzeczywistnienie sprawiedliwości społecznej.


Rola wit. D w leczeniu depresji.

Podczas krótkiego, trzymiesięcznego eksperymentu w Bayhealth Medical Center w Dover trzem kobietom z głęboką depresją podawano witaminę D. Każda z nich miała stwierdzony jej niedobór. Na czas trwania eksperymentu nie zmieniono leczenia farmakologicznego ani innych aspektów życia kobiet. Po wyznaczonych trzech miesiącach kobiety zostały ponownie przebadane. U wszystkich zaobserwowano poprawę nastroju i złagodzenie objawów. W przypadku dwóch kobiet stwierdzono łagodną depresję, a u trzeciej minimalną. Podczas badania posługiwano się skalą Becka, która wyróżnia 4 stopnie depresji: minimalną, łagodną, umiarkowaną i głęboką.  Otrzymane wyniki sugerują, że zniwelowanie niedoborów witaminy D może być jednym z elementów leczenia depresji.

Zbyt niskie stężenia witaminy D w ustroju powiązano już z wieloma schorzeniami m.in.: z osteoporozą, cukrzycą, chorobami serca, nowotworami, jaskrą czy chorobami neurodegeneracyjnymi. Coraz częściej mówi się o wpływie niedoboru cholekalcyferolu na występowanie depresji. Mechanizm nie jest jeszcze do końca zbadany i zrozumiany. Nie wiemy czy jego niedobór powoduje depresję czy też depresja wpływa na obniżenie produkcji witaminy D. Jednak zależność jest wyraźna. Faktem jest, że lekarze najwięcej przypadków depresji diagnozują w okresie wiosennym, a szczególnie w kwietniu. Podczas zimy, gdy synteza skórna witaminy D jest niemożliwa powszechnie stwierdza się niedobory witaminy D. Z tego względu zalecana jest suplementacja od września do kwietnia. W badaniu opublikowanym przez naukowców z kliniki Mayo stwierdzono, że niedobór witaminy D zwiększa ryzyko depresji, zwłaszcza u osób z nawracającą depresją kliniczną. W badaniu wzięło udział blisko 12600 osób, a spośród nich 12,4% miało w przeszłości zdiagnozowaną depresję. U prawie 51% wszystkich badanych stwierdzono niedobory witaminy D. Dodatkowo osoby z historią depresji i wyższymi stężeniami witaminy D wykazywały mniejsze ryzyko jej nawrotu. Badania wykazują również, że ryzyko depresji jest większe u osób z nadwagą i otyłych. Jest to związane z gorszym wykorzystywaniem witaminy D przez organizmy tych osób. Z tego względu ustalono dodatkowe zalecane dawki dobowe dla osób, których masa ciała jest wyższa niż powinna.

expres-24.pl

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *