Gdzie kończą się granice wolności słowa?

W weekendowym wydaniu „Faktu” ukazał się artykuł zatytułowany „Ojciec wybrał politykę a syn sznur”. Tytuł ten spotkał się z ogromną krytyką czytelników, która doprowadziła do tego że redaktor naczelny gazety Robert Feluś zrezygnował ze stanowiska wydając wcześniej oświadczenie: “Wykazaliśmy się brakiem szacunku, przekraczając granicę dobrego smaku i zasad, które powinny przyświecać zawodowi dziennikarza. To nie powinno się było wydarzyć. Panie Premierze, proszę przyjąć moje najszczersze przeprosiny dla Pana i Pańskiej Rodziny”. ” Zarząd Ringier Axel Springer Polska przyjął jego rezygnację.


 Oczywiście Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej gwarantuje każdemu wolność wypowiedzi. Każdy z nas ma prawo do wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania uzyskanych informacji. Wolność wypowiedzi gwarantuje zakaz cenzury środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy. Każde demokratyczne państwo gwarantuje więc swoim obywatelom wolność słowa, a lekceważenie tego zapisu jest łamaniem praw obywatelskich. Tak więc skoro wolność słowa jest wartością nadrzędną do prawidłowego funkcjonowania wolnej, demokratycznej wspólnoty to dlaczego czasopismo „Fakt” musiało przepraszać, za opublikowane słowa?

Nie ulega wątpliwości że osoba publiczna jaką jest były premier Leszek Miler jest bardziej transparentna, bardziej wydana… ale to nie znaczy, że jest pozbawiona prawa do prywatności całkowicie. Gdyby tak było, to byłoby nie tylko ogromnym nieszczęściem dla tych osób jako ludzi ale i dla życia publicznego również. W przypadku osób publicznych Trybunał Konstytucyjny orzekł, że można wkraczać w sferę prywatną, ale tylko wtedy, kiedy ta sfera prywatna ma znaczenie dla ich publicznej działalności.  Nie można zatem publikować wszystkiego, tylko po to aby przyciągnąć czytelników, ponieważ takie wiadomości pociągają za sobą nierzadko poważne konsekwencje. Niestety wolne, silne czasami media stają się coraz bardziej rozpasane. Najwyższy więc czas na refleksję, bowiem wolność słowa ma jak się okazuje swoje granice!

Wszystkie deklaracje praw człowieka, szczególnie Powszechna Deklaracja Praw Człowieka uchwalona bezpośrednio po II wojnie światowej, a także konwencje międzynarodowe rozpoczynają się od tego, że godność człowieka jest źródłem wszelkich praw i obowiązków. Ponadto dziennikarskie granice wolności słowa wyznaczają standardy, normy, wartości, oraz inne rodzaje odpowiedzialności dziennikarskiej. Jeśli chodzi o prawo unijne, to postrzega ono ograniczenia wolności słowa w mediach i poza nimi podobnie jak prawo polskie. Być może pod względem religijnym ma nieco bardziej liberalne postanowienia, ale nie oszukujmy się – i w samej Polsce dzisiaj obraza uczuć religijnych na szeroką skalę nie jest karana. Zatem wszystkie tego typu działania powinny być prowadzane z umiarem, a u niektórych osób powinno się zaświecić zielone światełko z napisem: odpowiedzialność. Pisanie różnych bzdur wpływa przecież na życie wielu osób, nie wyłączając samych dziennikarzy, o czym najboleśniej  przekonał się tygodnik „Charlie Hebdo” i aż się prosi, aby przytoczyć w tym momencie słynne powiedzenie “Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę”.


Bardzo istotną sprawą jest to że media kształtują postawy społeczne jak również różnego rodzaju przekonania, a tu już krótka droga do tworzenia się stereotypów. I tak artykuł zawierający nagłówek zawierający słowo “podejrzany”  bez przeczytania, bez jakiejkolwiek refleksji w umyśle niejednego czytelnika przetworzony zostaje na słowo “winny”. Gdzie w tym wszystkim miejsce na sąd, udowodnienie niewinności przez oskarżonego?  Opinia publiczna zastępuje więc prokuratora, adwokata, ławę przysięgłych oraz samego sędziego. Czy wobec tego w takiej sytuacji można mówić jeszcze o jakiejkolwiek praworządności państwa? Nawet jeśli ktoś zostanie uniewinniony, to opinia publiczna już wydała na nim wyrok, a konsekwencje są często niemożliwe do odwrócenia. Ten problem najbardziej można zaobserwować na portalach społecznościowych, oraz innego typu forach internetowych, gdzie hejt dochodzi do gigantycznych rozmiarów. Niektórym osobom wydaje się że jeśli ukryją się pod anonimowym nickiem, to mogą pisać wszystko co ślina na język przyniesie, a tak nie jest. Słowa zdrowej internautki skierowane do osoby chorej typu:-“gdybym miała być taka jak ty to bym się zabiła” są nie tylko brakiem taktu, ale jednocześnie uderzają ludzką godność tej, do której są skierowane. Dla takiej wypowiedzi nie ma usprawiedliwienia i jeśli ktoś próbuje tłumaczyć się strachem przed cierpieniem, to jest marne wytłumaczenie. Dlatego każdy powinien zdawać sobie sprawę z krzywdy jaką wyrządza drugiemu człowiekowi, a szanujący się dziennikarz powinien dokonać wyboru pomiędzy pisaniem głupot (często tylko i wyłącznie dla pieniędzy), a pisaniem w znaczeniu służby prawdzie, drugiemu człowiekowi, jak również całemu narodowi. 

expres-24.pl

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *