275 km. samotnego marszu, aby pokazać światu siłę i upór w walce o dziecko!

Zdesperowany ojciec 12-letniego Kubusia, 37-letni Paweł Jankowski, pochodzący z Bogatyni na Dolnym Śląsku, a od 10 lat mieszkający na terenie UK, odbył pieszą wędrówkę przemierzając 275 km ulicami Anglii z polską flagą. Chce w ten sposób zwrócić na siebie uwagę i wyrwać swojego syna z rąk SS (Social Service). Występuje także w imieniu  rodzin, które są w podobnej do niego sytuacji. Chce pokazać niesprawiedliwość, która dotyka wiele polskich rodzin na Wyspach. Marsz odbył pod nazwą „Wolny Kubuś, Wolne Rodziny Zamiast Social Service!” Skontaktowaliśmy się z bohaterem i pomysłodawcą akcji, który zgodził się opowiedzieć nam swoją historię.

Paweł Jankowski wyjechał do UK w celach zarobkowych w 2008 r. Niedługo potem ściągnął do siebie swoją partnerkę, wraz z ich synem Jakubem. Sielanka nie trwała długo. Ze względu na zaniedbania, jakich kobieta dopuszczała się w opiece nad 4-5 letnim wówczas chłopczykiem zmuszony był w 2010 r. założyć sprawę do sądu rodzinnego w UK, o zaniedbanie i przejęcie nad nim opieki. Przybyła na miejsce policja zastała zamroczoną alkoholem matkę, w towarzystwie obcego mężczyzny, oraz samotnie bawiące się w drugim pokoju dziecko. Sprawa toczyła się miesiącami i pomimo ewidentnych dowodów winy z jej strony, Paweł Jankowski przegrał w sądzie batalię o syna, który trafił pod opiekę swej matki i jej nowego partnera, a jemu zabroniono nawet kontaktów z dzieckiem. Pomimo to, nie odpuszczał, cały czas interesując się losem Kubusia, kontakty były nieoficjalne i za zgodą matki. Bardzo martwił się o niego, wiedział, że jest pod opieką osoby nieodpowiedzialnej, ale nie mógł nic zrobić. Po tym, jak chłopczyk zaczął skarżyć się w szkole, że jest bity i były oznaki głodzenia sprawą zainteresowali się nauczyciele, zgłaszając fakt odpowiednim organom.  Chłopiec po przeprowadzonej obdukcji trafił do rodziny zastępczej. Pracownicy SS nie biorąc pod uwagę tego, że dzieckiem cały czas interesuje się jego ojciec, przygotowywali dokumenty do adopcji, łamiąc przy tym przepisy, prawa człowieka i prawa dziecka, wiadomo bowiem, że nie można zaadoptować dziecka, jeśli jeden rodzic jest w stanie go wychowywać. Pracownicy SS wysłali więc zapytanie do Work a Tension (Instytucja Podatkowa)-o miejsce jego przebywania, w odpowiedzi uzyskali informację, że osoba taka nie istnieje. Oczywiście to była celowa zagrywka, aby mężczyznę ominąć, wystarczyło bowiem zapytać chłopca, który doskonale wiedział,  gdzie przebywa tata i jak się nazywa. Przesłuchiwana partnerka zeznała, że nie mają kontaktu, ani nie zna jego miejsca pobytu. Na szczęście udało mu się udowodnić że kłamie, przedstawiając dowody w postaci rozmów na Skype, messengerze i w postaci SMS-ów. Decyzją sądu dziecko przebywające w rodzinie zastępczej ponownie trafiło do matki, a ojciec pozostał bez możliwości jego odwiedzin. Oczywiście cały czas walczył nie o widzenia, ale o pełną opiekę. W tym czasie na świat przyszedł przyrodni brat Kubusia. Ten fakt nie sprawił  jednak, aby kobieta zaniechała picia, tylko miała już pod opieką dwoje zaniedbanych  dzieci, które ponownie trafiły do rodziny zastępczej. Taka sytuacja miała miejsce trzykrotnie, za każdym razem sąd decydował albo o oddaniu dzieci matce, albo rodzinie zastępczej, całkowicie pomijając prawa ojca. Przełom nastąpił w 2017r. kiedy to wyrokiem sądu z dnia 5 czerwca zostało przyznane mu pełne prawo do opieki nad 11-letnim synem, matce postawiono wybór, albo Kubuś albo nowy partner – wybrała partnera, zrzekając się tym samym praw do dziecka. Wydawać by się mogło, że koszmar się skończył, niestety nic bardziej mylnego! Od tej pory minął rok, a Paweł Jankowski, pomimo że spełnia wszystkie warunki, nadal nie może zamieszkać z synem. Podczas rozprawy sąd nakazał pracownikom SS, aby zapewnili mu odpowiednie warunki mieszkaniowe, niestety pomimo obietnicy, że w ciągu trzech miesięcy wydadzą chłopca, nie wywiązali się z tego. Sprawą zainteresował się burmistrz miasta Slough, który pomógł w uzyskaniu mieszkania i miejsca w szkole dla chłopca. W odpowiedzi pracownicy SS zaczęli mu utrudniać kontakty, które teraz odbywały się pod ich nadzorem. Tłumaczyli, że ojciec musi przejść kurs rodzicielski, tym samym odciągając w nieskończoność samo wydanie chłopca. W tego ciągu roku mogli spędzić ze sobą jedynie kilka dni. Jedno z takich spotkań miało miejsce w okresie Bożego Narodzenia. Ojcec z synem wspólnie spędził aż 3 dni! Z niewiadomych przyczyn SS nie zgodziło się na spotkanie w miejscu zamieszkania ojca, czyli Slough, tylko w wynajętym w tym celu hotelu w miejscowości oddalonej o 15 km. Do kolejnego spotkania doszło w lutym, a po nim 4-miesięczna przerwa w kontaktach z synem. Doszło do tego że ojciec zgłosił zaginięcie. Sprawa przeciąga się i zaczynają pojawiać się sygnały świadczące o tym, że dziecko jest w coraz gorszej formie. Chłopiec opuścił się w nauce, jest apatyczny, agresywny, zaczął znęcać się nad wszystkimi dookoła, w tym nawet nad zwierzętami, sygnalizuje, że chce popełnić samobójstwo. Ojciec słusznie obawia się, że mogą mu podawać środki psychotropowe i być może jest zamykany wbrew własnej woli, gdyż opiekunka-niejaka Sara boi się z nim mieszkać.

Po tym, jak na początku maja 2018 r. widział syna po raz ostatni napisał meila do SS o następującej treści: ” To że mnie ignorujecie nie zmieni nic. Postanowienie sądu mówi, że mój syn powinien mieszkać ze mną, więc zróbcie to! Moja była partnerka miała dzieci nawet kiedy znęcała się nad nimi. Ja jestem dobrym ojcem i teraz mój syn będzie mieszkał ze mną! Nadal czekam na odpowiedź. Jest bardzo ważne żebyście zrobili to szybko, żeby dać mojemu synowi normalne życie. Jakub nie widzi mnie już trzy tygodnie, więc nie zasmucajcie tego chłopca więcej! Kiedy mi go oddacie?” 

Powyższą wiadomość wysyłał codziennie, aż do dnia 5 czerwca, w którym dostał odpowiedź: “Wszystkie planowane decyzje będą  podjęte na meetingu 22 czerwca”. 

Kolejna wiadomość, jaką wysłał zawierała następującą treść: “Decyzja była podjęta rok temu w sądzie. W grudniu obiecaliście, że syn będzie mieszkał ze mną pod koniec stycznia. Teraz jest czerwiec. Ja przyjadę po swojego syna! W styczniu powiedzieliście, że zaaplikowaliście o szkołę w Slough dla niego. Od dzisiejszego dnia macie dużo czasu aby przetransportować jego dokumenty do Slough. Teraz mój syn będzie mieszkać ze mną! Czekam na listę osób, które będą brać udział w meetingu. Dziękuję”.

Cała sytuacja,ciągłe zapewnienia przy jednoczesnym braku konkretnych działań ze strony SS, doprowadziła do tego, że ojciec chłopca jest na granicy wytrzymałości psychicznej. Nie mając żadnego innego pomysłu, zdecydował się na niezwykłą formę protestu, odbywając marsz pod nazwą „Wolny Kubuś, Wolne Rodziny Zamiast Social Service!” Tak oto 9 czerwca wyruszył z miejscowości Slough, do siedziby SS w miejscowości Winsford, docierając na miejsce w dniu 18 czerwca. Mężczyzna zaopatrzony w biało-czerwoną flagę, przebył w deszczu, słońcu, z ogromnym bólem mięśni, z odparzeniami i pęcherzami na nogach, trasę liczącą 275 km. wzbudzając ogromne zainteresowanie nie tylko lokalnej społeczności, ale przede wszystkim tysięcy internautów, którzy z wielką uwagą śledzili każdy jego krok. Nie miał zagwarantowanych noclegów ani wyżywienia, o wszystko musiał zatroszczyć się sam. Nieocenioną pomoc otrzymał od rodaków mieszkających na trasie wędrówki, którzy udzielili mu schronienia i poczęstowali ciepłym posiłkiem. W trakcie wędrówki wspominał, że pomimo tego, że jest cały obolały, to ten jego ból to nic w porównaniu do tego co przechodzi teraz jego syn i jemu podobni.

Po przybyciu na miejsce w siedzibie SS w miejscowości Winsford okazało się, że nikogo nie ma w budynku, nikt na niego nie czeka… Przez 9 dni sprawa nabrała takiego rozgłosu, że niemożliwe jest, aby pracownicy SS nie wiedzieli o zbliżającej się wizycie, prawdopodobnie opuścili budynek, aby uniknąć konfrontacji. Dzielnemu tacie udało się jedynie porozmawiać z jedną z osób przebywających w budynku, która obiecała, że przekaże informacje. Biorąc udział w marszu, wypowiedział się również w imieniu innych rodziców, których dzieci są w podobny sposób przetrzymywane przez SS, wbrew postanowieniom sądowym.

Akcja spotkała się z ogromnym odzewem ze strony mediów oraz różnego typu organizacji walczących przeciwko systemowi bezprawnego odbierania dzieci takich jak np. ORDO IURIS czy FOR DAY KIDS. Akcję poparła Polska a także Polonia mieszkająca w UK, Anglii, Niemczech, Norwegii Irlandii Szkocji i też, ale już w mniejszym stopniu we Włoszech. Zaczynają zgłaszać się do niego osoby pokrzywdzone, aby razem z nim stanąć  do walki w obronie własnych dzieci. Są sygnały świadczące o tym że Polski Rząd zainteresował się sprawą, ale na razie nie wiadomo czy podejmie jakieś działania, chociaż powinien, ponieważ Jakub jest urodzony na terenie Polski, ma pełne obywatelstwo polskie i jest bezprawnie przetrzymywany przez służby obcego kraju, wbrew orzeczeniu sądowemu. SS zapewnia, że decyzje o losie chłopca zostaną podjęte na meetingu, który odbędzie się 22 czerwca w szkole do której uczęszcza chłopiec w Chester. Nie wiadomo z jakich powodów SS tym razem chce, aby głos w sprawie zabrali nauczyciele, skoro wyrok sądowy zapadł rok temu.

Czy uda się uratować chłopca? Czas pokaże, spotkanie już jutro, miejmy nadzieję że przebycie 275 kilometrowej trasy nie pójdzie na marne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 komentarze “275 km. samotnego marszu, aby pokazać światu siłę i upór w walce o dziecko!”